Wtorek, 10 grudnia 2019. Imieniny Danieli, Bohdana, Julii

Urodziłem się jako Dieter Klink, cz. 4

2019-05-15 10:00:00 (ost. akt: 2019-05-15 10:32:56)
Dwór w Wangotach

Dwór w Wangotach

Autor zdjęcia: archiwum ostpreussen bildarchiv

Maria Skibińska jest autorką cyklu o mazurskich autochtonach "Oni byli tu przed nami", który kilka lat temu ukazywał się na łamach naszej gazety. Teraz powraca z równie ciekawą, co intrygującą historią. Prezentujemy ją w odcinkach.

Zobacz także: Oni byli tu przed nami odc.1: Urodziłem się jako Dieter Klink Marta i Franz Milewscy z adoptowanym Dieterem - Edmundem Maria Skibińska jest autorką cyklu o mazurskich autochtonach "Oni byli tu przed nami", który kilka lat temu ukazywał się na łamach naszej gazety. Teraz...
Zobacz także: Urodziłem się jako Dieter Klink, cz. 2 Koledzy pana Edmunda Milewskiego Maria Skibińska jest autorką cyklu o mazurskich autochtonach "Oni byli tu przed nami", który kilka lat temu ukazywał się na łamach naszej gazety. Teraz...
Zobacz także: Urodziłem się jako Dieter Klink, cz. 3 Miejsce pochówku ofiar bestialskiego mordu Maria Skibińska jest autorką cyklu o mazurskich autochtonach "Oni byli tu przed nami", który kilka lat temu ukazywał się na łamach naszej gazety. Teraz...
- Jak dajecie sobie radę z mamą w tym czasie?

Przenieśliśmy się z mamą z prawie opustoszałych Wangot do Bertyn, a potem po pół roku do Sztumplaku. Cały czas, z przerwą w 1945 roku, chodziłem do szkoły w Bezławkach. Za przyjaźń z Polakami, rozmowę po polsku karany byłem w szkole przez nauczyciela non stop. Nie bardzo wiedziałem, dlaczego – przecież to byli moi koledzy.
W Sztumplaku mieszkaliśmy prawie sami. Rok 1946 to nędza z biedą. Cały czas grasowały bandy szabrowników, złodziei, Rosjan. Baliśmy się wszystkiego i wszystkich, na szczęście nie mieliśmy nic, więc z czasem zapanował spokój. Dokuczał nam głód. Wtedy to nauczyłem się łapać zające. Soli nie było, więc kradłem lizawki z obór, rozpuszczałem je w wodzie i soliłem mięso, zupę i każdą potrawę. Łowiłem też ryby.

Minął bardzo ciężki rok. Administracja polska dała nam mieszkanie, ziemię i zaczęliśmy gospodarzyć na roli. W dalszym ciągu byłem tylko z mamą. Tato nie wrócił z wojny, a siostry nie wiadomo kiedy i dokąd wyjechały. Dostaliśmy ziarno siewne – żyto i pszenicę od sąsiada Tumińskiego. Uratowałem jego żonę przed atakującym ją rozsierdzonym buhajem, więc ziarno było chyba rodzajem zapłaty. Otrzymaliśmy też konia z UNRY i byłem bardzo szczęśliwy. Lubiłem wszelką pracę fizyczną: orkę, bronowanie, siew i wszelkie zabiegi agrotechniczne na naszym polu i u sąsiadów, hodowla zwierząt – to wszystko dla mnie fraszka. Pracowałem, cieszyłem się z konia, przyszłych plonów i… krowy. Zdobyłem ją w ciekawy sposób.

Ciocia z Pastarzewa wyjeżdżała do Niemiec i powiedziała, że w jej gospodarstwie w stodole są motocykl i sieci. Motocykl był wyjątkowy – czterosuw NSU. Chcąc go przetransportować do Sztumplaku, razem z kolegą Zdziśkiem Tumińskim zdobyliśmy bańkę benzyny. Cud, że motocykl był czterosuwem, w innym przypadku bez oleju zatarlibyśmy silnik. Pchaliśmy go parę kilometrów. Zaczął pyrkać w Świętej Lipce, kiedy jechaliśmy z górki – wspaniała maszyna, ale nie dla mnie. Jeden z sąsiadów zaproponował wymianę cielnej krowy na motocykl. Z ochotą przystałem na ofertę. Ja, świeżo upieczony rolnik, będę miał krowę, a więc mleko, śmietanę, masło, twaróg – cudowne życie .

Po paru latach jednak straciłem zapał. Obowiązkowe dostawy zniechęciły mnie skutecznie do pracy na roli. Pewnego dnia w sklepie dowiedziałem się o hodowli koni w Stachowiźnie. Znajomy kolega, Wacek Pietkiewicz, pomógł mi zatrudnić się przy koniach. Wkrótce przenieśliśmy się do Bezławek i zostałem masztalerzem. Całe dnie spędzałem w pracy, w stajni i na pastwisku. Świeże powietrze, piękne zwierzęta, przyjemna praca, zarabiałem.

Wtedy to pojawił się Max Klink, mój biologiczny ojciec. Odnalazł mnie w pracy w Stachowiźnie. Był kilka razy ranny na wojnie, ale wydobrzał i teraz zamieszkał w Kętrzynie. Chciał koniecznie zabrać mnie do siebie. Przywiózł zdjęcia swoje i mamy. Powiedziałem, że go nie znam. Od niemowlęctwa wychowywała mnie mama, nigdy jej nie zostawię. Przyjeżdżał wiele razy, ale widząc moje zdecydowanie, w końcu zrezygnował. Z tego też okresu pamiętam pewną ciekawostkę.

Mój sąsiad z Bezławek, Szwabe, miał dwóch synów. Obaj byli w SS. Nie mógł się przyznać do tych synów z wiadomych powodów, a później oni do niego. Później okazało się, że jeden z nich pracował w obozie koncentracyjnym, gdzie rozstrzeliwano Żydów, i, w sobie tylko wiadomy sposób, uratował Żydówkę. Była córką mera miasta i dzięki niemu po jakimś czasie dostała się do Izraela. Po wojnie ten żołnierz został uhonorowany specjalnym odznaczeniem.

Pan Szwabe opowiadał mi też, że budował kwaterę Hitlera. Woził ciężarówką żwir na budowę. Udało mu się uciec z tej pracy – symulował chorobę żołądka i chyba dzięki temu ocalił własne życie.




Maria-Raksimowicz - Skibinska
Towarzystwo Miłośników Kętrzyna





Polub nas na Facebooku:

Zobacz także

Komentarze (1) pokaż wszystkie komentarze w serwisie

Dodaj komentarz Odśwież

Zacznij od: najciekawszych najstarszych najnowszych

Dodawaj komentarze jako zarejestrowany użytkownik - zaloguj się lub wejdź przez FB

  1. Mazur #2732669 | 79.124.*.* 15 maj 2019 13:24

    podziwiam ludzi , którzy pomimo przeciwności losu , pomimo szykan jakich doznawali po wojnie nie opuścili Mazurskiej Ziemi która była dla Nich wszystkim i tą Ziemię kochali tak , jak powinno się kochać swoją małą ojczyznę

    Ocena komentarza: warty uwagi (2) ! - + odpowiedz na ten komentarz

Zagraj w GRY.wm.pl

  • Goodgame Empire
  • Goodgame Big Farm
  • Goodgame Poker
  • Shadow Kings - The Dark Ages