Zabił babcię, pobił matkę i ciotkę

2007-12-12 00:00:00

Wikrowo, mała wioska położonej w gminie Srokowo, okryła się żałobą. Dziewiętnastoletni Kamil K. najpierw zabił swoją babcię, a potem metalowym prętem skatował matkę i ciotkę. Policjanci złapali młodego mordercę po kilku godzinach.

11 grudnia - ten dzień na długo zapadnie w pamięci mieszkańców Wikrowa, niewielkiej, liczącej nieco ponad sto dusz wsi. Było kilka minut po godz. 15, kiedy w domu rodziny K. rozległy się rozpaczliwe wołania o pomoc. Akurat w pobliżu przechodziła jedna z sąsiadek. Wracała z pracy. Kobieta wbiegła do środka, zobaczyła, jak 19-letni Kamil okłada metalowym prętem swoją matkę i ciotkę.

- Ciągle mam to przed oczami, widziałam, jak Kamil zadaje cios za ciosem, cios za ciosem... - kobiecie głos łamie się i drży z przejęcia. - Chciałam go powstrzymać, ale mnie też uderzył, więc zadzwoniłam na policję. Nic więcej nie chcę już mówić, bo boję się o własne życie - urywa rozmowę kobieta.

Nim przyjechała policja, chłopak zniknął. W piwnicy domu policjanci dokonali makabrycznego odkrycia - znaleźli niemożliwie skatowaną, z całym ciałem pokrytym śladami po mocnych ciosach 72-letnią Antoninę B., babcię Kamila. Wezwano karetkę, ale lekarz, który przyjechał, mógł już tylko stwierdzić zgon.

Matka i ciotka 19-latka trafiły do szpitala w Kętrzynie. - Ich stan zdrowia jest stabilny, są przytomne, a ich życiu na szczęście nie zagraża niebezpieczeństwo - uspokaja Andrzej Zawadzki, zastępca dyrektora szpitala.

Policjanci, wraz z wezwaną na pomoc strażą graniczną, rozpoczęli poszukiwania młodego mordercy. Zatrzymano go około godz. 20 na obrzeżach Kętrzyna, kiedy szedł w stronę centrum miasta. Nie stawiał oporu. Był lekko pijany, w wydychanym powietrzu miał 0,7 promila alkoholu. Trafił do policyjnego aresztu. W środę miał być przesłuchiwany przez prokuratora.

Nikt z mieszkańców nie jest w stanie zrozumieć, co mogło popchnąć młodego mężczyznę do takiego makabrycznego czynu. - Ponoć był naćpany i wpadł w szał - mówi Marcin, mieszkaniec Srokowa.

19-latek jest jedynakiem. Mieszkał razem z babcią, matka i ciotką w jednym domu. Wychowywał się bez ojca, któremu los syna, jak wynika z opowieści sąsiadów, był całkowicie obojętny. - Często u nich byłam, a ojca widziałam może z dwa razy, nie mieszkał z nimi, nie przyjechał nawet na komunię syna - twierdzi koleżanka Anny K., matki Kamila. - No, Kamil popijał sobie trochę, ale Ania nigdy się na niego nie skarżyła, a babcia to by mu nieba uchyliła.

Jednak z opowieści innych sąsiadów wyłania się zupełnie inny obraz Kamila. - Wszyscy go tu dobrze znamy - mówi Piotrek, mieszkaniec leżących po sąsiedzku Gęsik. - Podczas wakacji włamał się do kilku garaży w Jegławce, słyszałem też o włamaniu do aptek w Srokowie.

- Awantury u nich w domu to nic nowego. Ciągle się kłócili o pieniądze - Paweł, mieszkaniec Srokowa, nie wierzy w tą sielankę w domu K. - Zawsze zabierał pieniądze babci i mamie.

- Nic podobnego - zdecydowanie zaprzecza Dariusz Kowalski, dyrektor gimnazjum w Srokowie, do którego uczęszczał Kamil. - Był średnim uczniem, ale zawsze grzecznym i nie sprawiającym problemów. Dlatego dla mnie jest to duże zaskoczenie, że to akurat on zrobił coś tak strasznego. Myślę, że być może Kamil miał jakiś uraz z lat dziecinnych, który dopiero teraz spowodował u niego wybuch.

Ten wybuch może niezwykle drogo kosztować 19-latka. Grozi mu dożywotnie więzienie. Nie mówiąc już o sumieniu...

Ewa Kisielewska
Uwaga! To jest archiwalny artykuł. Może zawierać niaktualne informacje.