Piękny stadion zobowiązuje do pięknej gry. Zbudują twierdzę? [WYWIAD]

2020-05-24 11:22:10(ost. akt: 2020-05-24 12:10:12)

Autor zdjęcia: archiwum klubu

PIŁKA NOŻNA || — Marzy nam się "Twierdza Kętrzyn" — mówi Adam Fedoruk, który w ostatnich dniach zmienił Wojciecha Jałoszewskiego na ławce trenera IV-ligowej Granicy. W jego CV widnieją m.in. występy w kadrze Polski czy nawet Lidze Mistrzów. Czy poprowadzi KKS do awansu?
— Gdy rozmawiamy, jesteście świeżo po pierwszym, klubowym spotkaniu od wybuchu zamieszania z wirusem. Humory dopisywały?
— To oczywiste, że wszyscy cieszyliśmy się z tego powrotu. Wcześniejsze dwa miesiące były bardzo trudne nie tylko w Granicy. Pandemia wybiła z rytmu przecież i całą gospodarkę, także tę w formacie ogólnopolskim czy międzynarodowym. Obecnie nastroje wewnątrz zarządu jak i samych zawodników są bardzo dobre.

— Po spotkaniu przyszedł czas na pierwszy trening. Było komu ćwiczyć?

— W pierwszym treningu wzięło udział 14 zawodników, co — jak na obecne warunki i fakt, że miało to miejsce w środku tygodnia — uważam za solidną frekwencję. Z pozostałymi również jesteśmy w stałym kontakcie. Gdyby rozgrywki miały zostać wznowione lada chwila, to i oni by się pojawili. W większym, pełniejszym gronie (ok. 20 zawodników) spotkamy się na treningu już w najbliższy piątek.

— Pytanie kluczowe. Piłkarze nie "zardzewieli"?
— Nie, są w przyzwoitej formie. Byli niesamowicie naładowani po solidnie przeprowadzonym okresie przygotowawczym, chcieli odegrać się za kilka wpadek z rundy jesiennej. Później, przez pierwsze 2-3 tygodnie tego zamieszania z wirusem, realizowali plany przygotowane im przez trenera Wojciecha Jałoszewskiego. Następnie trenowali już bardziej indywidualnie, choć w sportach zespołowych trudno uznać to oczywiście za komfortowe rozwiązanie. Na te realia, które nas zastały, było to jednak jedyne rozsądne wyjście.

— Skoro trener Jałoszewski tak świetnie się sprawował, to czemu zastąpił go pan na ławce trenerskiej?
— Jednym z efektów pandemii było to, że skomplikowały się nieco sprawy finansowe. Nie tylko w Kętrzynie. Z tego typu rzeczami przyszło borykać się praktycznie wszędzie. Zarząd szukał możliwe najlepszych rozwiązań. Padła decyzja, bym przejął obowiązki trenera, jednocześnie w dalszym ciągu pełniąc funkcję dyrektora sportowego.

— Dwa trudne zadania. Nie ucierpi jakość?

— Jeśli faktycznie okaże się, że zakres powierzonych mi obowiązków będzie zbyt wielki, to — jako osoba odpowiedzialna — pierwszy zwrócę się do zarządu, by zmodyfikowali obecny wariant. Myślę jednak, że uda się nam to wszystko dobrze zorganizować i w dzisiejszym kształcie.

— Pełnił pan funkcję trenera w znacznie wyższych ligach, np. w I-ligowej Miedzi Legnica czy Zagłębiu Lubin. Kibice mogą mieć wątpliwości czy aby nie sięgnie po pana zaraz jakiś większy, znacznie bogatszy klub.
— Od tego są zabezpieczenia, kontrakty. Najlepiej takie o dłuższym terminie. Gdy przychodziłem do Granicy, podpisałem kontrakt na 1,5 roku. W krótszych wariantach nie miałoby to sensu, bo wtedy trudno w pełni się zaangażować...

— Czyli kibice nie mają najmniejszych powodów do zmartwień?
— Propozycje mogą się pojawić zawsze. Widziałem niejedną sytuację, w której trener zwijał się chwilę po otrzymaniu szansy prowadzenia klubu w wyższej, bardziej prestiżowej i lepiej opłacanej lidze. Tak to jest, gdy warunki współpracy ustala się "na gębę". W Kętrzynie tego problemu nie ma. Cieszę się, że prezes Jarosław Moczarski — jak na biznesmena przystało — pilnuje, by wszystko było należycie udokumentowane i podpisane. W ten sposób nie tylko my wiemy na czym stoimy, ale i kibice. Trzyma mnie tu też jeszcze inna rzecz...

— Mianowicie?
— Atmosfera. Wspomniany prestiż czy finanse są bardzo ważne, ale czasem warto z nich nieco zrezygnować, by być częścią większego, prężnie rozwijającego się projektu. To, co dzieje się w KKS, rodzi duże nadzieje.

— Tzn?
— Ostatnie dwa lata były okresem wzmożonych prac nad tym, by ustabilizować sytuację klubu. Udało się, dlatego też mocno rozglądaliśmy się za poważniejszymi wzmocnieniami spoza rynku lokalnego. Pandemia, niestety, zahamowała te działania. Przyszło nam dostosować się do możliwości finansowych.

— Jak w tym czasie trzyma się klubowa kasa?
— Działania, które podjął zarząd, sprawiły, ze stosunkowo dobrze. W kilku przypadkach czekamy na rozwój sytuacji: deklaracje sponsorów, dalsze rozmowy z burmistrzem, starostą... Z tego co wiem, wszystko idzie w dobrą, optymistyczną stronę. Czujemy że lokalnym władzom zależy na tym, by utrzymać stabilizację w KKS. Nawet jeśli miałoby być — w tym trudnym czasie — nieco skromniej, to powinno być jednak stabilnie.

— O jakich planach na rozwój mówi się w KKS?
— Jednym z naszych fundamentów musi być młodzież (choć nie zapominamy i o wzmocnieniach z zewnątrz). Chcielibyśmy zapewnić — m.in. dzięki klasie sportowej w naszym liceum — możliwość solidnego rozwoju piłkarskiego. Chcemy, by Kętrzyn stał się wiodącym ośrodkiem piłki nożnej w okolicy. By to tutaj mogli rozwijać się najlepsi zawodnicy z okolicznych klubów. Być może także stąd przebijać się dalej, wyżej, jak np. do Stomilu Olsztyn czy Jagielloni Białystok.

— Kibicom wciąż marzy się powrót do III ligi. Na ile jest to realne do spełnienia?
— Awans jest realny, ale jeszcze nie teraz. Wcześniej musimy wykonać dużo pracy. Realizować wszystko rozsądnie, krok po kroku. Kibice muszą uzbroić się więc nieco w cierpliwość. Wierzę jednak, że wciąż będą nas wspierać. By tak było, muszą być jednak pewni zaangażowania naszych piłkarzy. Tego, że będą dawać z siebie wszystko. Tylko w ten sposób kibice będą mogli być prawdziwie dumni z Granicy. Zrobimy co w naszej mocy, by tak właśnie było. Marzy nam się "Twierdza Kętrzyn", w której inne zespoły będą głównie traciły punkty. A nawet jeśli pojawiłaby się porażka, to tylko po ambitnej walce. Mamy w Kętrzynie piękny stadion. To zobowiązuje do tego, by i gra była piękna.

Rozmawiał Kamil Kierzkowski

Obrazek w tresci


Czytaj e-wydanie


Gazeta Olsztyńska zawsze pod ręką w Twoim smartfonie, tablecie i komputerze. Codzienne e-wydanie Gazety Olsztyńskiej, a w czwartek i piątek z tygodnikiem lokalnym tylko 2,46 zł.

Kliknij w załączony PDF lub wejdź na stronę >>>kupgazete.pl


W weekendowym (23-24 maja) wydaniu m.in.


Staram się żyć po swojemu
Ewelina Jay ze Szczytna to kobieta, która ma wiele pasji. Spełnia swoje marzenia i realizuje wyznaczone cele. Wie, że nie zawsze jest łatwo ale nigdy się nie poddaje. — Życie z pasją staje się pełniejsze i szczęśliwsze, a więc ja wciąż poszukuję działań, które dadzą mi energię — mówi.

Maciej Musiałowski gra Tomka w filmie „Sala samobójców. Hejter”
Jestem człowiekiem, którego nie ominął hejt
– Byliśmy przerażeni widząc, jak nasz film wyprzedził prawdziwą tragedię – mówi Maciej Stuhr, odtwórca roli polityka Pawła Rudnickiego w filmie „Sala samobójców. Hejter”. Z aktorem rozmawia Joanna Sławińska.

Barbara KułdoBędę to robiła, dopóki starczy sił!
Jak to jest ratować bezdomne zwierzęta w czasie pandemii? Interweniować, kiedy dzieje się im krzywda w domach? Wie to doskonale Barbara Kułdo, inspektor Towarzystwa Opieki nad Zwierzętami i wielka miłośniczka braci mniejszych, walcząca o ich dobro od 17 lat. — Oczywiście, że interweniować! Pandemia mnie nie odstrasza — odpowiada.


2001-2024 © Gazeta Olsztyńska, Wszelkie prawa zastrzeżone, Galindia Sp. z o. o., 10-364 Olsztyn, ul. Tracka 5